BIAŁE MAŁŻEŃSTWO

Reżyseria : Weronika Szczawińska
Scenografia : Izabela Wądołowska
Asystent reżysera : Dagna Dywicka
Współpraca scenograficzna : Adriana Makarska
Reżyser światła : Marek Kutnik
BIANKA : Dagna
Dywicka
PAULINA : Aneta
Wirzinkiewicz
MATKA : Joanna
Kasperek
CIOTKA : Beata
Pszeniczna
BENJAMIN : Wojciech
Niemczyk
OJCIEC : Tomasz
Nosinski
DZIADEK : Dawid
Żłobiński
25.02 sobota godz. 19:00
Wystawione przez kielecki Teatr im. Stefana Żeromskiego
“Białe małżeństwo” Tadeusza Różewicza w reżyserii Weroniki
Szczawińskiej to spektakl imponujący formalnie i zaskakujący
interpretacją znanego dramatu.
Sztuka wybitnego
poety przez wiele lat cieszyła się wielkim powodzeniem wśród
teatralnych twórców. Zapisany w tekście, w kilkunastu scenach,
obraz rodziny widzianej oczami młodej, wrażliwej Bianki
przechodzącej swoistą edukację seksualną, buntującej się
przeciwko moralnemu zakłamaniu, światu rządzonemu przez chuć,
niepogodzonej z narzuconą przez społeczne nakazy rolą kobiety,
wystawiony był wielokrotnie przez teatry w Polsce, Europie a także
w Argentynie, Brazylii, Kanadzie, Stanach Zjednoczonych (tu m.in.
słynna inscenizacja Andrzeja Wajdy), doczekał się również wersji
filmowej.
W kieleckim spektaklu, zawarte w sztuce problemy
reżyser Weronika Szczawińska odczytuje w oryginalny sposób
stosując swój teatralny kod. Pozbawia dramat Różewicza
modernistycznej oprawy. Akcję umieszcza w pokoju Bianki. Pokoju
pełnym tajemniczych, wysuwanych szuflad i szaf, z których wychodzą
kolejne postaci, co określa i wrażliwość bohaterki, i wskazuje na
czyhające tu zasadzki i pułapki, ale też sugeruje rodzaj zabawy w
chowanego wprowadzając przez to dodatkowy element humorystyczny.
Słowa przekłada na rytmiczny ruch postaci, zbliżony chwilami do
tańca, mimikę, gest, szczególnie charakteryzujące odtwarzaną
osobę. W takt ruchu wypowiadany jest tekst dramatu. Tekst mocno
zredukowany, mówiony wprost do widza, wręcz recytowany. To
właściwie monologi, potoki słów osaczające zewsząd Biankę,
współczesną dziewczynę w trampkach, dla której problemem jest
odnalezienie się w rzeczywistości pełnej seksualnego uzależnienia,
dominującej płciowości, języka pełnego wulgaryzmów. Świat
rodzinny to erotyczny wyścig na słowa, pozy, miny, grymasy
napędzane seksualnym popędem. Świat pełen chaosu. Żadnego
głębszego porozumienia, postaci są obok, ale kompletnie osobno,
atrofia uczuć. Jedyny, nikły ślad sentymentalizmu to piosenka
wykonana przez Beniamina, kiczowata i ośmieszona.
Pokazany tak
dominujący seks i biologia wywołują opór. Bianka dostrzega też
całą śmieszność tej sytuacji. Śmiesznej jak cała ta opanowana
przez zmysły rodzinna menażeria wychodząca z szuflad i szaf.
Dlatego bohaterka nie ulega tej językowo-seksualnej gonitwie, ma
także siłę, by się temu oprzeć i przed tym obronić. Drwi sobie
z tego przedrzeźniając erotyczne westchnienia. Nie dokonuje na
końcu sztuki przeobrażenia w mężczyznę, nie boi się być
kobietą, nie mówi do Beniamina “jestem twoim bratem”, wystarczy
samo “jestem” i na znak protestu uderza nogami w podłogę.
Podobnie zresztą Beniamin, chociaż nie sprzeciwia się
kategorycznie, a wręcz poddaje narzuconej mu roli to jednak w finale
wyciąga z szafy i rozrzuca po scenie i widowni wyprawę ślubną
Bianki – pluszowe zabawki w kształcie wagin, fallusów i innych
erotycznych znaków. Ta rodzinna spuścizna tylko może zaszkodzić,
więc trzeba jej się pozbyć.
Reżyser przez dekonstrukcję
tekstu i zmianę sceny finałowej nie do końca jest wierna autorowi,
jednak zachowuje to, co dziś w dramacie Tadeusza Różewicza jest
ponadczasowe i najważniejsze – rozdźwięk między narzuconymi
konwenansami a cielesnością, osaczenie przez biologię i erotyczny
język, zniewolenie seksem. Natomiast dobrze opanowany warsztat
reżyserski widać szczególnie w sprawnie prowadzonych scenach
zbiorowych, często rozegranych na kilku planach tworzących spójną
całość, w przenikaniu się poszczególnych sekwencji, w ustawieniu
postaci na scenie, w niezwykłej energii całego scenicznego
przekazu. Zasługa w tym również wszystkich aktorów, którzy
bardzo dobrze wywiązują się z powierzonych im zadań. Precyzyjnie
posługując się ciałem i słowem tworzą wyraziste i zróżnicowane
role, wszystko w ramach opracowanej przez reżysera formy. Grają
obok tekstu, ale w tym przypadku jest to uzasadnione.
Na sukces
przedstawienia składa się też scenografia i kostiumy Izabeli
Wądołowskiej. Niezwykły pokój-pułapka Bianki i charakteryzujące
każdą postać ubrania aktorów tworzą plastyczny ekwiwalent dla
tekstu Tadeusza Różewicza.
Spektakl na pewno przekracza
dotychczasowe przyzwyczajenia kieleckiej publiczności, wzbudza
skrajne oceny, ale wart jest obejrzenia.
Grzegorz Cuper : TERAZ